Friday, July 31, 2015

Co to jest ten CSR?

CSR

Termin społeczna odpowiedzialność biznesu (ang. Corporate Social Responsibility), ostatnimi czasy zyskał na popularności. Definicja ukształtowana przez Komisję Europejską brzmi następująco: ”odpowiedzialność przedsiębiorstw za ich wpływ na społeczeństwo”. Upraszczając, jest to przestrzeganie norm etycznych w firmie oraz wynagradzanie jej pracowników.
W dobie tysięcy sieciówek, do których konsumenci mają dostęp oraz milionów, a nawet miliardów jakimi obracają ich właściciele (np. Amancio Ortega, Inditex 4,4 mld euro), społeczeństwo zaczęło wywierać presję na przedsiębiorców, aby mieli konsumentom do zaoferowania więcej niż tylko produkt. Internet, filmy dokumentalne oraz artykuły dotyczące kosztów oraz warunków produkcji, sprawiły, że klienci bardziej świadomie zaczęli wybierać marki, po które sięgają podczas zakupów. Chcieli więcej, niż tylko twarzowy fason, dobra jakość materiału, czy rozsądna cena.

To od firmy zależy jakie wartości będzie propagowała w ramach CSR. Przedsiębiorstwa prześcigają się w coraz to nowych pomysłach na wdrożenie odpowiedzialności biznesowej w życie. W przypadku odzieżówek najczęściej są to warunki pracy, ekologiczne pozyskiwanie surowców do produkcji materiałów, dobrostan zwierząt, godna płaca, recycling, a nawet zużycie wody podczas procesu produkcyjnego.

Strategia CSR ma zarówno swoich zwolenników jak i przeciwników. Niewątpliwymi aspektami dodatnimi obrania strategii biznesowej w ramach społecznej odpowiedzialności biznesu są następujące fakty. Po pierwsze kwestie środowiska naturalnego. Skoro jest ono tak intensywnie eksploatowane, to koncerny powinny poczuwać się do odpowiedzialności za ilości zużytej wody, emisje dwutlenku węgla do atmosfery, chemikalia, które spływają do rzek podczas produkcji. Ponadto, firmy posiadają osobowość prawną, także są traktowani jak obywatele i ich obowiązkiem jest dbanie o swoje otoczenie. Podchodząc do sprawy stricte biznesowo, działalność społeczna znacząco wpływa na reputację, co może bezpośrednio przełożyć się na wzrost zysków. Co więcej, strategia CSR świadczy o posiadaniu przez firmę wyższych wartościach, co pozwala jej pracownikom na utożsamianie się z nią oraz przyciąganie młodych talentów.
Krytycy strategii twierdzą, że biznes to biznes i przedsiębiorcy powinni skupić się jedynie na generowaniu i pomnażaniu zysków. Zagadnienie CSR jest wciąż nowym dla biznesu i właściciele firm nie mają jeszcze doświadczenia w tej materii, nie ma także zbyt wielu specjalistów, którzy mogliby ten temat rozwijać i wdrażać. Należy także postawić pytanie na ile firma rzeczywiście wyznaje filozofie wspólnej odpowiedzialności, a na ile jest to zabieg PR.
Uważam, że plusów jest zdecydowanie więcej i to one do mnie przemawiają. W każdej branży, nie tylko odzieżowej, pracują ludzie i eksploatowane jest środowisko naturalne. W dobie tak silnej działalności oraz zaangażowania organizacji pozarządowych oraz konsumentów, rozwój strategii będzie nabierał tempa, a oczy wszystkich będą zwrócone w kierunku działalności marek.

Monday, July 27, 2015

Spełnione marzenie

Pamiętam kiedy pierwszy raz obejrzałam jeden z odcinków drugiego sezonu „Seksu w wielkim mieście”. Miałam wtedy jakieś siedemnaście lat, a postać Carrie Bradshaw już wtedy uchodziła za ikonę. Fascynowało mnie jej przytulne mieszkanie, styl, osobowość, wolność i niezależność. Do tej pory uwielbiam sceny, w których rozmyśla o związkach i podczas pisania artykułów przechadza się po domu. Uwielbiałam momenty, w których w otchłani swojej garderoby wybierała szpilki Manolo Blahnika by później iść w nich na randkę z miastem. Pochodzę z małej miejscowości, a „Seks w wielkim mieście” był dla mnie swego rodzaju oknem na świat. Rozświetlone drapacze chmur, Most Brooklyński, Central Park, Times Square, zabytkowe kamienice, to miejsca, w których Carrie wraz z trzema przyjaciółkami przeżywała swoje miłości, romanse, rozstania i powroty, były to miejsca, w których piła kawę ze Starbucksa i chodziła na zakupy. Już wtedy, 10 lat temu, zrodziło się w mojej głowie marzenie, żeby odwiedzić Nowy Jork.

Zawsze staram się stawiać sobie ambitne cele, dlatego dałam sobie czas na wyprawę do trzydziestki  Nie mogłam liczyć na wsparcie rodziców i wiedziałam, że jeżeli sama na wycieczkę nie zapracuję, to po prostu tam nie pojadę. Aby być bliżej tego miasta do czasu, kiedy będę mogła je ujrzeć na własne oczy, oglądałam filmy z Nowym Jorkiem w tle, czytałam książki oraz artykuły, przeglądałam zdjęcia w Internecie i blogi podróżnicze.

Rok temu, tworząc kolejne raporty podczas delegacji, na moją skrzynkę pocztową przyszedł newsletter z portalu oferującego tanie loty. Gdy zobaczyłam tytuł wiadomości – „Nowy Jork już od 800 PLN” pomyślałam, że musi być w tym jakiś haczyk. Zawsze mówiłam, że wycieczka do Nowego Jorku to moje największe marzenie, wiedzieli o tym chyba wszyscy znajomi. Przeczytałam ofertę, jedynym minusem, jak się okazało był fakt, że lot kończył się w Londynie, tak więc ewentualnie musiałabym zadbać o bilet powrotny z Londynu do Polski. Jako, że byłam akurat z koleżanką, która jest mistrzynią organizacji, w pięć minut sprawdziła mi połączenia i okazało się, że za 200 złotych bez problemu wrócę do kraju.

Nie planowałam wycieczki do Stanów tak szybko, tym bardziej, że na listopad (a był wrzesień) miałam już zaplanowaną wyprawę do Malezji i Tajlandii i wiedziałam, że nie mogę być zbyt rozrzutna. Oferta obowiązywała do północy, wiedziałam, że nie mogę zbyt długo się zastanawiać, bo ilość miejsc jest ograniczona. Na szczęście byłam w innej strefie czasowej (cztery godziny do przodu), także miałam więcej czasu na zastanowienie, sprawdzenie terminów i kalkulacje. Musiałam się z tą decyzją przespać, moja koleżanka przekonywała mnie, że to super okazja, a poza tym trzeba sięgać po swoje marzenia i je spełniać. Położyłyśmy się spać, przez ponad godzinę nie mogłam zmrużyć oka, w pewnym momencie pomyślałam, że przecież zawsze chciałam tam pojechać i że to może właśnie jest ten moment. Wyskoczyłam z łóżka, obudziłam Anię i powiedziałam KUPUJEMY. I tak w ciągu 15 minut miałam zabukowane loty z Warszawy do Nowego Jorku na marzec. Nie miałam wizy, kompanów do wspólnej podróży, ani budżetu, ale wizja wizyty w Wielkim Jabłku, ujrzenia widoku z Empire State Building, Statuy Wolności, Central Parku, wypicia kawy ze Starbucksa wśród nowojorczyków, napawała mnie taką radością i podekscytowaniem, że tylko brak wizy mógł mnie powstrzymać przed spełnieniem mojego marzenia. Dalszej części nocy oczywiście nie przespałam 



Wednesday, July 15, 2015

Krem z dynii

Wracając z pracy zajechaliśmy na bazar po warzywa. Szczerze mówiąc, gdy spojrzałam to nie znałam ponad połowy gatunków. Chropowate, z wypustkami, strączki, niemal wszystkie zielone. Próżno było tam szukać sałaty, kalafiora czy rzodkiewki. Jedynym co, po kilku minutach rozpoznałam, to dynia. Pomyślałam,że będzie krem. Czosnek, cebula, imbir, chilli - dla ostrości, pomidory i mleko kokosowe - dla słodkości. Dynię obrałam, usunęłam pestki, pokroiłam w kostkę i w garnku podsmażyłam na oliwie, dodałam skrojone pomidory, czosnek, cebulę i imbir. Doprawiłam solą, pieprzem i chilli. Dolałam szklankę wody, zmiksowałam. Powstał krem idealny na lunch lub lekką kolację ;) Składniki: 1 dynia 2 pomidory 1 mała cebula 2 cm imbiru 2 ząbki czosnku Puszka mleka kokosowego Sól pieprz Chilli Oliwa z oliwek Szklanka wody/bulionu warzywnego/ bulionu drobiowego Może nie wygląda pięknie, ale w smaku pyszne :)

Sunday, July 5, 2015

Transfer w Singapurze

Co robić na lotnisku w Singapurze w trakcie kilkugodzinnego transferu? To pytanie wpadło mi do głowy, gdy zobaczyłam mój bilet do Phnom Penh, a na nim 7h przesiadkę. Przyznam, że jest to zawsze jedna z pierwszych rzeczy, na którą zwracam uwagę otrzymując bilet ;) Druga, to godziny, w jakich będę musiała "koczować" na lotnisku. Tym razem się udało - ranek. Od razu zaczęłam przeglądać internet w poszukiwaniu informacji dotyczących wiz dla Polaków, czy są w ogóle potrzebne, jeśli tak, to czy są płatne, czy muszę wcześniej się o nie ubiegać, czy potrzebuję zdjęć paszportowych (zawsze w podróży mam 3 sztuki, tak na wszelki wypadek ;)). Okazało się, że Polaków w Singapurze nie obejmuje obowiązek wizowy. Jeśli chcecie sprawdzić udogodnienia jakie oferuje wam lotnisko, polecam wejście w zakładkę Facility/ On Transfer/ At the airport tam znajdziecie wszystkie informacje na temat atrakcji. Jak się okazało, Changi Airport, osobom z powyżej 5 godzinnym transferem oferuje bezpłatne zwiedzanie miasta. W dzień - Heritage Tour, w nocy City Lights Tour. Wszystkie niezbędne informacje znajdziecie pod linkiem http://www.changiairport.com/en/airport-experience/attractions-and-services/free-singapore-tour.html. Na wycieczkę przewidziane jest 2,5 godziny, w naszym przypadku całość trwała niecałe 2. Chętni zbierają się w wyznaczonym punkcie, następnie przewodnik przeprowadza przez odprawę paszportową i kieruje do podstawionego autobusu, który zawozi nas do Merlion Park, gdzie mamy chwilę na zdjęcia z symbolem Singapuru - Marinę Bay Sands Skyparkiem. Po drodze widzimy Chinatown, Little India, Kampong Glam. Piękne, czyste miasto, przemili ludzie, nowoczesność - to wrażenia jakie zapamiętam. A i pamiętajcie, do Singapuru nie wwieziecie gumy do żucia ;)

Sunday, June 21, 2015

Kambodża

Uwielbiam moją pracę za to, że daje mi możliwość podróżowania do najodleglejszych zakątków świata. Daje mi to szanse na poznanie ludzi, kultur, zobaczenie miejsc, które do tej pory widziałam w Empiku przeglądając przewodni lub Google Grafika. Zawsze z niecierpliwością czekam na spotkanie dotyczące kolejnego celu mojej wyprawy. Tym razem padło na Phnom Penh – stolicę Kambodży. Przed każdym wyjazdem w nowe miejsca przygotowuję się. Oglądam filmy, czytam artykuły, przewodniki, przeszukuję Internet. Tak było i tym razem. Kambodża kojarzyła mi się ze skrajnym ubóstwem, brakiem infrastruktury, organizacji, smutkiem i rewolucją. Po zgłębieniu informacji na jej temat, spodziewałam się połączenia egzotycznej, wyluzowanej, zabawowej Tajlandii z biednym Bangladeszem, który walczy o rozwój i chce kopiować ekonomiczne giganty – nie myliłam się. Kambodża to państwo zlokalizowane na Półwyspie Indochińskim, graniczące z Tajlandią, Wietnamem i Laosem. Przywodzi mi na myśl Rewolucję Czerwonych Khmerów, upały, buddyjskie świątynie i uśmiechniętych mieszkańców. Phnom Penh to miasto co raz chętniej odwiedzane przez turystów, przystanek między Tajlandią a Wietnamem. Przyciąga egzotyką, architekturą i póki co, nieskalaniem przez rzesze wycieczek czarterowych. Raj dla backpackerów, fanów azjatyckiej kultury i owoców morza. Miasto, które mimo korków i dźwięków klaksonu, emanuje spokojem i pozytywną energią. Bez problemu zapłacisz tam kartą, wypijesz zimne piwo nad Mekongiem, czy tuk tukiem zwiedzisz miasto. Jeśli tylko w przyszłości będę w Tajlandii, Wietnamie, czy Laosie, chętnie tu wrócę na zupę krabową i kawę po wietnamsku do Mamma Thai!