Sunday, June 21, 2015

Kambodża

Uwielbiam moją pracę za to, że daje mi możliwość podróżowania do najodleglejszych zakątków świata. Daje mi to szanse na poznanie ludzi, kultur, zobaczenie miejsc, które do tej pory widziałam w Empiku przeglądając przewodni lub Google Grafika. Zawsze z niecierpliwością czekam na spotkanie dotyczące kolejnego celu mojej wyprawy. Tym razem padło na Phnom Penh – stolicę Kambodży. Przed każdym wyjazdem w nowe miejsca przygotowuję się. Oglądam filmy, czytam artykuły, przewodniki, przeszukuję Internet. Tak było i tym razem. Kambodża kojarzyła mi się ze skrajnym ubóstwem, brakiem infrastruktury, organizacji, smutkiem i rewolucją. Po zgłębieniu informacji na jej temat, spodziewałam się połączenia egzotycznej, wyluzowanej, zabawowej Tajlandii z biednym Bangladeszem, który walczy o rozwój i chce kopiować ekonomiczne giganty – nie myliłam się. Kambodża to państwo zlokalizowane na Półwyspie Indochińskim, graniczące z Tajlandią, Wietnamem i Laosem. Przywodzi mi na myśl Rewolucję Czerwonych Khmerów, upały, buddyjskie świątynie i uśmiechniętych mieszkańców. Phnom Penh to miasto co raz chętniej odwiedzane przez turystów, przystanek między Tajlandią a Wietnamem. Przyciąga egzotyką, architekturą i póki co, nieskalaniem przez rzesze wycieczek czarterowych. Raj dla backpackerów, fanów azjatyckiej kultury i owoców morza. Miasto, które mimo korków i dźwięków klaksonu, emanuje spokojem i pozytywną energią. Bez problemu zapłacisz tam kartą, wypijesz zimne piwo nad Mekongiem, czy tuk tukiem zwiedzisz miasto. Jeśli tylko w przyszłości będę w Tajlandii, Wietnamie, czy Laosie, chętnie tu wrócę na zupę krabową i kawę po wietnamsku do Mamma Thai!